III Autorskie Targi Książki w Londynie - Podsumowanie
To nie były tylko targi książki. To było doświadczenie, które na długo zostaje w człowieku i zmienia sposób patrzenia na własną pracę oraz jej sens.
Więcej niż wydarzenie
Są wydarzenia, na które jedzie się z określonym nastawieniem: kolejne targi, kolejne rozmowy, kolejne spotkania. Przewidywalność, schemat, pewien zawodowy rytm.
Ale czasem zdarzają się momenty, które wykraczają poza ten schemat. Takie, które trudno zamknąć w prostym opisie „wydarzenia branżowego”. Targi książki w Londynie były właśnie jednym z nich.
Nie chodziło tylko o książki. Chodziło o ludzi i o to, co wydarza się pomiędzy słowami.
Spotkania, które mają znaczenie
Podczas tych targów miałam okazję spotkać wiele niezwykłych kobiet. I choć pretekstem były książki, bardzo szybko stało się jasne, że te rozmowy dotyczyły czegoś znacznie głębszego.
To nie były spotkania „po książkę”.
To były spotkania:
- po rozmowę
- po zrozumienie
- po prawdę
Wiele kobiet podchodziło do mnie i mówiło:
„Obserwuję Twoją drogę”
„Czuję, jak bardzo to jest o mnie”
„Dziękuję, że mówisz o rzeczach, o których nikt nie mówi”
W takich momentach najważniejsze przestają być liczby, statystyki czy wyniki sprzedaży. Liczy się konkretna osoba stojąca naprzeciwko – prawdziwa, obecna, poruszona.
I zdanie, które zostaje:
„To, co robisz, ma znaczenie.”
Moment, którego nie da się zaplanować
Jednym z wyjątkowych spotkań była rozmowa z Barbarą Okułą. To było dla mnie ogromne wyróżnienie – nie tylko ze względu na samą rozmowę, ale także na to, że podzieliła się moją książką u siebie, pisząc:
„Na pewno ją przeczytam. Sam tytuł mnie przyciągnął.”
Takich momentów nie da się zaplanować. One wydarzą się tylko wtedy, gdy to, co tworzysz, naprawdę trafia do drugiego człowieka.
I to jest najczystsza forma potwierdzenia sensu pracy.
Co było naprawdę najważniejsze?
Nie stoisko.
Nie sprzedaż.
Nie liczby.
Tylko:
- prawdziwe rozmowy
- autentyczne spotkania
- poczucie wspólnoty
- przestrzeń, w której można być sobą
Kobiety nie potrzebują więcej rad
Jest coś, co wybrzmiewało w niemal każdej rozmowie.
Kobiety nie potrzebują kolejnych wskazówek.
Nie potrzebują następnej listy „co powinny”.
Bo one już wiedzą:
- że powinny być silne
- że powinny „ogarniać”
- że powinny dawać radę
A jednocześnie… w środku często są po prostu zmęczone.
Problem nie leży w braku wiedzy
Z mojego doświadczenia – zarówno w pracy, jak i w takich spotkaniach – wynika, że schemat jest bardzo podobny.
Kobieta:
- wie, co powinna zrobić
- wie, co jest dla niej dobre
- wie, że coś trzeba zmienić
A mimo to… nie robi tego.
Dlaczego?
Bo nigdy nie dostała przestrzeni, żeby:
- się zatrzymać
- poczuć
- naprawdę siebie usłyszeć
Przestrzeń, w której zaczyna się zmiana
To właśnie wydarzyło się na tych targach.
Kiedy kobieta trafia do przestrzeni, w której:
- nie musi udawać
- nie musi być silna
- nie musi niczego udowadniać
Zaczyna się zmiana.
Nie spektakularna.
Nie natychmiastowa.
Ale prawdziwa.
„Może to nie dla mnie…”
Wiele kobiet myśli:
- „To nie dla mnie”
- „Poradzę sobie sama”
- „Jeszcze nie teraz”
I to jest zrozumiałe. Sama kiedyś byłam w tym miejscu.
Ale jest też druga strona tej prawdy:
- jeśli nic nie zmienisz – nic się nie zmieni
- jeśli dalej będziesz odkładać siebie – dalej będziesz na końcu
I pojawia się jedno, bardzo ważne pytanie:
Ile jeszcze?
Dla kogo jest ta przestrzeń?
To, co tworzę, nie jest dla każdej kobiety.
Jest dla tej, która:
- czuje, że coś w niej się zmienia
- nie chce już żyć „jak wcześniej”
- szuka czegoś więcej niż tylko rad
- chce być bliżej siebie
Może dlatego tu jesteś
Może to nie jest przypadek, że to czytasz.
Może coś w Tobie zareagowało.
Może coś było niewygodne.
Może coś było… prawdziwe.
Nie ignoruj tego.
Bo to nie były tylko targi.
To były spotkania, które przypomniały mi jedną rzecz:
to, co robię, naprawdę ma sens.
I że istnieje przestrzeń dla kobiet, które chcą być bliżej siebie – i spotykać ludzi, którzy naprawdę je rozumieją.








